Menu Główne

Forum

Czat

FAQ-czytelnia

Artykuły

Net Tols

Linkownia

Download

Kontakt

Jesteś odwiedzającym tę strone.


Twoje IP to:


stat4u


.:: Hackpospolita polska ::.

Witam drogi czytelniku! Na samym wstępie informuje ze niniejszy tekst NIE jest autorstwa ani mojego, ani b3ck'a. Mam nadzieje że nie naruszyłem tutaj żadnych praw autorskich, a wręcz przeciwnie pomogę polskiej "hackscenie" Zdecydowałem się przepisać cudze wypociny z jednego prostego powodu - według mnie jest to najlepszy, najszczerszy, najtrafniejszy i najbardziej wyszukany artykuł jaki kiedykolwiek czytałem (mimo iż powstał ponad 2 lata temu). Po jego lekturze zdałem sobie sprawę kim naprawdę jestem, oraz jak przedstawia się sprawa Hackerstwa w Polsce. Doskonale nawiązuje do wszystkiego co z hackiem się wiąże oraz uświadamia czytelnikowi jak jest w rzeczywistości. A więc kimkolwiek jesteś: Hackerem, Crackerem, Wannabe, Script Kiddie, Userem, Lamerem, Phreackerem, Adminem czy też kimkolwiek innym kto interesuje się tą tematyką. Niech te słowa będą dla ciebie swego rodzaju przesłaniem oraz pomocą w samoocenieniu siebie samego. Mogę napotkać na słowa krytyki skierowane do mojej skromnej osoby, za to że nie wymyśliłem czegoś sam, tylko bezmyślnie przepisuje cudze teksty, lecz mam w tym cel. Przeczytaj a zrozumiesz, oby...
[beeliende]

-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-

[WSTĘP]

Haker to taki gość, który za pomocą laptopa potrafi w pół godziny odpalić ruskie rakiety, wyłączyć światło w przelatującym samolocie albo ukraść walizkę forsy z konta jakiegoś grubasa w Indochinach. Oprócz tego, jak wiadomo, hakerzy są socjopatami - porywają dzieci i robią tak, że krowy dają skisłe mleko - instruuje mnie z ekranu komputera sYntaX 21 letni miłośnik komputerów, być może nawet haker. Po chwili pisze: - Jeśli w twoim tekście przeczytam brednie w podobnym stylu, zrobię z "Machiną" to samo co HFG z "New York Timesem" 2 lata temu...

A jednak haker i w dodatku jakiś złowrogi. Utwierdza mnie w tym przekonaniu tekst, który znajduję w Sieci 15 minut póżniej. Czytam: - 13 września 1998 r. grupa hakerska HFG zaatakowała w środku nocy witrynę. Wchodząc na główną stronę zacnego pisma po ataku HFG, można było zobaczyć zdjęcie nagiej panienki, bluzgi pod adresem redakcji oraz tekst krytykujący ją za nieobiektywny artykuł o Kevinie Mitnicku - guru hakerów, odbywającym karę więzienia. Jest środek nocy. Zaczynam się bać o "Machinę".


[WYPOŻYCZ SOBIE HAKERA]
Okazuje się, że niesłusznie. Hakerzy nie zrobią nikomu krzywdy. Haker to po indiańsku "Ten, który wie", innymi słowy człowiek, który ma rozległą wiedzę na temat komputerów, systemów operacyjnych itd. Nie ma wiele wspólnego z wandalami i komputerowymi włamywaczami - mówi Eloy, administrator Sieci w prywatnej, poznańskiej firmie (zarabia ok. 2 tyś. zł, "ale jak na Poznań to dobra pensja"). Wtóruje mu AgRr3sSOR, który twierdzi: - Hakerzy najczęściej nie popełniają przestępstw. Swoje umiejętności wykorzystują, pracując w dużych firmach. Są dobrze opłacani i jeśli włamują się, robią to tylko ?dla sportu", nie czyniąc szkód. To właśnie oni informują administratorów systemów o dziurach w ich zabezpieczeniach. John Klein jest właścicielem firmy Rent-A-Hacker (ang. "wynajmij hakera"). Jego pracownicy na zlecenie włamują się do korporacyjnych sieci, szukając słabych punktów. Zdaniem Kleina 18-letni haker potrafi często więcej niż 30-letni specjalista z tytułem naukowym w dziedzinie informatyki. Potwierdził to eksperyment, jaki przeprowadzili kilka lat temu autorzy telewizyjnego programu Tok Szok. Na oczach milionów telewidzów nastoletni "spec" włamał się do komputerów rządowych, uzyskując dostęp do poufnych danych ekonomicznych. Było to dziecinnie łatwe, bo ponad 90% dużych agencji rządowych i urzędów w Polsce do dziś nie jest prawie wcale zabezpieczone przed podobnymi atakami. Wszystkiemu przyglądał się blady jak ściana dyrektor Rządowego Centrum Informacji Gospodarczej, który kilkanaście minut wcześniej z zadowoleniem oświadczył, że system jest... znakomicie strzeżony. Rodzimi hakerzy wyjątkowo pogardliwie wypowiadają się o tzw. "script kiddies", czyli nastolatkach nie mających pojęcia o programowaniu, wykorzystujących gotowe "exploity" (specjalne programy napisane przez hakerów) do zabawy w sieciowych włamywaczy: - Mówiąc najogólniej, są to osobnicy, którzy testują różne narzędzia typu ?kliknij OK, a program wtamie się do komputera, którego adres wpiszesz poniżej" - wyjaśnia Adam, Leafnode zaś, uczeń ostatniej klasy warszawskiego liceum, dodaje: - Niestety, pojawia się coraz więcej 13-15 latków, którzy na chybił trafił korzystają z takich programów, coś napsują, a media zaraz nagłaśniają sprawę jako "atak niebezpiecznego hakera". Leafnode twierdzi, że podobnie było ze słynnymi atakami na strony internetowe Yahoo! oraz CNN. ? Jakiś gówniarz odpalił program typu DDoS, co może zrobić nawet małpa, a w telewizji zaraz robią z niego ?genialnego nastolatka-hakera" - kwituje. Inny z moich rozmówców ocenia, że w Polsce jest ?może dziesięciu, góra kilkunastu" prawdziwych hakerów. Reszta to "script kiddies" i "wannabes" - dzieciaki, które po lekturze kilku mądrych książek i artykułów uważają się za hakerów.


[A JEDNAK SOCJOPATA]

Mimo nie najlepszej reputacji "prawdziwi hakerzy" chętnie widzą siebie w roli dobroczyńców ludzkości: - Dzięki hakerom rozwija się cały rynek software 'u, napędza się komputeryzacja - uświadamia mnie Networm, który "nie hakuje, ale się interesuje". ?Pomyśl tylko, hakerzy łamią jakieś zabezpieczenia, wyszukują luki, które potem są łatane i w efekcie dostajesz coraz doskonalszy produkt. Albo jak ktoś robi udane zakupy, korzystając z generatora numerów kart kredytowych, to znaczy, ze twoje pieniądze nie są bezpieczne w banku. W ten sposób społeczeństwo jest ostrzegane przed zagrożeniami. Uprzejmi są ci hakerzy. Dlaczego więc Pentagon wydaje rocznie ponad miliard dolarów na ochronę swoich systemów informatycznych, prywatne firmy zbroją się w specjalistów od zabezpieczeń (średnia pensja w Warszawie - ok.10 tyś. zł), w co drugim zaś filmie sensacyjnym grasuje "gość z laptopem", który grozi światu zagładą? - Dlatego, ze wszyscy ulegli masowej iluzji - wyjaśnia N3xus, student archeologii, fanatyk Linuxa. - Jest grupa wykolejeńców, zwana crackerami, którzy odpowiadają za całe to przypisywane hakerom. Celem crackerów jest bezmyślna destrukcja systemów, dewastacja danych, a potem przechwalanie się na ten temat. Są glupi i zlośliwi. Haker to po prostu najwyższej klasy specjalista od programowania, który potrafi udowodnić, ze jest lepszy od twórcy danego zabezpieczenia. Taka prawda jest dla mediów zbyt nudna, więc szukają sensacji na silę tam, gdzie jej nie ma. Crackerzy, czyli według N3xusa "ci żli", próbują odbijać piłeczkę: - Uważam, że scena crack jest w Polsce lepiej zorganizowana niż hakerska - pisze X. - Jest lepszy dostęp do informacji. Hakerzy wszystkich nowicjuszy nazywają lamerami, nie pomagają im w rozwoju. X zastrzega na koniec, że "chce pozostać anonimowy, bo za niektóre słowa zostałby zlinczowany, szczególnie przez hakerów"... Zupełnie innego zdania jest Michał Zalewski, znany na rodzimej hack-scenie jako Lcamtuf, często określany mianem "najsłynniejszego polskiego hakera". Prawdziwa legenda. Niektórzy porównują go nawet do Kevina Mitnicka, tyle tylko że lcamtuf nigdy nie siedział w więzieniu. Pracuje w jednej z największych firm telekomunikacyjnych w Polsce i właśnie wpadł na trop pewnej bardzo tajemniczej sprawy. Ponoć ktoś skanuje z Brazylii cały światowy Internet, zbierając informacje o jego strukturze i potencjalnych lukach w zabezpieczeniach. Michał jest na tropie, na razie jednak wyjaśnia mi inne rzeczy: - Haker to sposób określania bardzo specyficznej grupy ludzi, których sposób życia w świecie rzeczywistym daje się określić jako podręcznikowa socjopatia - pisze. - Chorobliwie podejrzliwi i cholernie inteligentni, aspołeczni, a równocześnie wierzący w altruizm, współpracujący, by osiągnąć coś wspólnie. To są ludzie uzależnieni. Ale komputery i Sieć uzależniają inaczej niż narkotyki. Uzależniają tak, jak władza absolutna, którą mają nad systemami. Jest koło pierwszej w nocy, sobota, a ja zamiast być z kobietą, którą kocham, siedzę w pracy wpatrzony w dwa monitory, wyczekując sygnału... Lcamtuf twierdzi, że wszyscy rodzimi dziennikarze, którzy dotychczas chcieli napisać o "prawdziwych hakerach", uciekali się do ogólników i głupawych wypowiedzi typu "prawdziwy haker się nie włamuje, a o tych, co się włamują, mówi, że są lamerami i crackerami". ? A to nie tak, bo to się ma nijak do typu osobowości hakera. Prawdziwy haker nie mówi - konkluduje tajemniczo. Czy w ogóle istnieje coś takiego jak "typ osobowości hakera"? Wątpi w to Chacker, który przestrzega: - Tylko nie pisz w swoim artykule rzeczy typu "haker to pryszczaty, gruby i niewysoki okularnik o twarzy dziecka, siedzący przez 24 godziny na dobę przed komputerem. Pali trawkę i nosi czapkę". No cóż, opis pasuje jak ulał do paru moich znajomych, którzy z hakerstwem nie mają nic wspólnego...


[HAKERZY NIE MÓWIĄ]

Jak Polscy hakerzy wypadają na tle swoich zagranicznych kolegów? Podobno nieżle. Niektórzy twierdzą, że daleko im do hakerów amerykańskich, irańskich czy choćby rosyjskich, inni zaś, że bycie hakerem "to nie ranking ani nie zawody". Niewiele konkretów można również powiedzieć o polskich organizacjach czy grupach hakerskich: Takich grup jest od choroby i zakłada je każda osoba, która przeczytała kilka tekstów o włamywaniu się - twierdzi Leafnode. - Niewiele jest dobrych grup. Wiele osób próbujących "hakować" działa w pojedynkę, z prostego powodu - w razie czego nikt ich nie "sypnie". Wszyscy zgodnym chórem twierdzą, że najsłynniejsi hakerzy (Mitnick, Poulsen, Analyzer itd.) wcale nie są najlepsi. O najlepszych wiedzą bardzo nieliczni, bo siedzą cicho, nie przechwalając się. "Nie mówią" - teraz wiadomo, co miał na myśli Icamtuf. Mimo to wielu moich mówców jest zdania, że lepiej działa się w grupie. - Nie sposób ogarnąć lak rozległej wiedzy w pojedynke, dlatego ataki grupowe na serwery są dosyć częste - wyjaśnia Iceluck, 18-latek ze szczecińskiej Politechniki, który "zabawę w hacking" traktuje jako zaprawę do póżniejszej pracy w firmach internetowych. Każda osoba jest odpowiedzialne za inny element ataku. Jedna szuka hugów (dziur w systemach), druga wyszukuje odpowiednie exploity, trzecia przygotowuje odpowiednią stronę do podmienienia, na koniec czwarta wymazuje wszystkie logi z rejestru tak, aby nie pozostawić żadnego siadu po kolegach. Struktura takich grup jest nieformalna i w pełni demokratyczna. Najczęściej jest to po prostu kilku kumpli, którzy "zgadali się" przy piwie. Nie ma lidera, wszystkie decyzje podejmowane są wspólnie. Niestety, większość grup rozpada się bardzo szybko. Do najsłynniejszych polskich formacji należą Gumisie,które wstawiły się m.in. udanymi atakami na strony internetowe Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK), zmieniając nazwę instytucji na "Niezwykle Aktywna Siatka Kretynów". Według Gumisiów, polityka cenowa NASK-u (pierwszego dostawcy Internetu w Polsce) skutecznie tłumiła rozwój Sieci w kraju. Co ciekawe, kiedy o Gumisiach zaczęło być głośno, natychmiast pojawiły się grupki podszywające się pod oryginał. W pewnej chwili istniało w Polsce co najmniej kilkanaście grup, które zarzekały się, że są "tymi prawdziwymi Gumisiami". Inną, szeroko nagłośnioną sprawą, było włamanie na stronę internetową Kancelarii Premiera, do którego przyznała się grupa Damage Inc. Zmieniona przez nich witryna głosiła: "Hackpospolita Polska. Centrum Dezinformacyjne Rządu. Pragniemy poinformować wszystkich użytkowników o zmianie naszego serwera na www.playboy.com". Warto również wspomnieć o udanych atakach polskich hakerów na strony znienawidzonej Telekomunikacji Polskiej (Jeśli atak zacznie się w piątek o 16:00, to może trwać do poniedziałku rano, bo w TP S.A. po 15:30 już nikt nie pracuje - śmieje się Krzysiek, administrator dużej firmy) oraz o politycznej debacie przedwyborczej sprzed kilku lat, prowadzonej na stronach Wirtualnej Polski. Debatę tę ktoś próbował wielokrotnie zakłócić. W pierwszej chwili podejrzenia padły na tajemniczych hakerów (a jakże), lecz wkrótce okazało się, że winowajcą jest... grupka pracowników konkurencyjnej firmy Optimus Net. Czy wspomniane akcje to wszystko, czym może się pochwalić ojczysta hack-scena? Niezupełnie. Z osiągnięciami hakerów jest tak, że często wiedzą o nich tylko oni sami i ich ofiary - pisze AgRr3sSOR, autor e-zina na temat hakerów. - Naprawdę grube sprawy rzadko trafiają do opinii publicznej. Jest tak szczególnie w Polsce, bo na świecie trąbi się o tym na wszystkie strony. Chodzi głównie o ataki na instytucje państwowe, bo prywatne firmy rzadko ujawniają takie przypadki. O jednym z nich opowiada mi craYfish, 19-latek z małej miejscowości, który "interesuje się wszystkim, co ma związek z techniką": -Dostaliśmy się do sieci pewnej firmy finansowej, prawie 250 maszyn - pisze.?Poczytaliśmy sobie wewnętrzną kore-spondencję pracowników firmy, skopiowaliśmy kilka baz i przez dwa miesiące mieliśmy konta pocztowe w bardzo tadnej domenie firmowej. Potem napisaliśmy obszerny list do administratora sieci, który obiecał zapomnieć o caiej sprawie pod warunkiem, że nie wycieknie to do jego szefa ani prasy. Wtedy to on straciłby pracę. W każdym skomputeryzowanym kraju działają wyspecjalizowane organy, które trudnią się polowaniem na hakerów. W Polsce taką rolę pełni zespół informatyków Komendy Głównej Policji, w komendach wojewódzkich zaś są pojedynczy policjanci, którzy ponoć "potrafią namierzać przestępców internetowych". Policji brakuje jednak sprzętu, a także pieniędzy na zatrudnienie specjalistów: -Nikt dobry nie pójdzie tam pracować za tysiąc złotych, skoro gdzie indziej może dostać dziesięć razy tyle - przytomnie zauważa Jacek, który ?miał już kontakt z tymi panami". - Większość z nich to lamerzy.


[TELEFON NA PŁATKI KUKURYDZIANE]

Duży odsetek osób związanych z tematem stanowią tzw. "phreakerzy". Wykorzystują oni najróżniejsze sposoby, by telefonować po całym świecie za darmo. Pierwszym phreakerem byt niejaki John Draper, weteran wojny wietnamskiej, który w latach 70. odkrył, że dżwięki piszczałek dla dzieci, dołączanych do płatków kukurydzianych, doskonale imitują tony aparatu telefonicznego. Pomysł ten natychmiast wykorzystano do produkcji tzw. "tonedialerów" - małych urządzeń z głośniczkiem, który przykłada się do mikrofonu aparatu telefonicznego. Tonedialer "wykręca" numer, ogłupiony aparat zaś nie wygłasza tekstów w rodzaju "wrzuć monetę, wrzuć monetę". Tonedialery można kupić w Polsce za ok. 50 zł, niestety, już tylko nieliczne aparaty pozwalają na ich wykorzystanie (większość telefonów obsługują centrale nowego typu). O innych sposobach, jaki mi ponoć posługują się phreakerzy, opowiada Elven Craft: - Bierzesz taką pstrykającą zapalarkę do gazu, podłączasz ją kabelkiem do aparatu, wykręcasz numer i zapierdalasz zapalarką, ile wlezie - nabijasz w ten sposób impulsy. Próbowałem tego kiedyś, ale teraz to już raczej nie dziata. Ciągle najpopularniejszym sposobem pozostaje "pajęczarstwo" - podpinanie się pod linię telefoniczną sąsiada. No i darmowe numery 0-800, które firmy zatatwiają dla różnych VIP-ów, żeby sobie za darmo dzwonili, ale jak taki numer nielegalnie wykorzystasz, to od razu cię namierzą. Odrębną sprawą jest tzw. "carding", czyli m.in. wykorzystywanie kradzionych lub komputerowo wygenerowanych numerów kart kredytowych do nielegalnych zakupów. Słowem - internetowe złodziejstwo. Carderzy bez żenady umieszczają w Sieci porady, w jaki sposób oszukać bankomat lub zdobyć cudząkartę kredytową (jedna z metod nosi nazwę "na dresa": "Podchodzisz do gościa, lutujesz w pysk i zabierasz kartę, zanim się ocknie" - czytamy w carderskim biuletynie). Kingpin, carder z zamiłowania, radzi: - Jednym z prostszych sposobów na oszukanie bankomatu jest polecenie wypłacenia np. 5 banknotów. Jeżeli uda ci się wyjąć środkowe banknoty, zostajesz z forsą w tąpie.


[EPILOG]

Czy tzw. "scena hakerska" w Polsce jest aby jedną wielką kpiną? Bandą znudzonych dzieciaków, które spędzają przed monitorem długie godziny z braku lepszego zajęcia? Ilu jest takich ludzi jak lcamtuf, a ilu takich, którzy zostają "hakerami" po przeczytaniu kilku internetowych zine'ów i poradników? Ile historii jest wyssanych z palca, zrodzonych w wyobrażni rozmaitych "wannabes", a ile wydarzyło się naprawdę? - Ostatnio, jadąc metrem z roboty, styszatem opowieść pewnego małolata - relacjonuje Vava na liście dyskusyjnej. - Na oko początek zawodówki, pięć pasków na rękawach. Z miną "mistrzunia" opowiada dwóm kolegom, jak to próbował "zhackować" Pentagon i nawet doszedt daleko, lecz mu "impuls puścili" i modem spalili. Lecz on nie głupi i se zaraz drugi modem zakupił w internetowym sklepie, hakując czyjąś kartę...
[Marcin Prokop]



Jeśli masz jakies pytania i propozycje pisz na adresz w kontakcie .:: Marzyłem zostać Aniołem... Teraz nim jestem ::. Locker